2015/03/11

Baluard - najlepsza piekarnia w Barcelonie.

Piekarnia Baluard znajduje się kilkanaście minut jazdy metrem od centrum Barcelony.
Jedziemy tam na śniadanie, jako, że piekarnia słynie z pysznego pieczywa i ciastek.
Cóż, nie trzeba mi tego było dwa razy powtarzać, musiałam przekonać się sama.
W malutkiej piekarni, usytuowanej na placyku porośniętym akacjami, wśród których skrzeczą zielone papugi, obok stołu do gry w ping-ponga, pięć minut spacerem od plaży, czeka spory tłum ludzi, w kolejce po świeży chleb.






W środku można dostać zawrotu głowy, wybór pieczywa ogromny, ciemne, jasne, z orzechami, bakaliami, bagietki klasyczne, z ziarnami, drugie tyle słodkich wypieków.
Najwspanialszy jest jednak widok zaplecza, które można oglądać za przeszkloną ścianą, widać, że to żadna maszynowa produkcja, można popatrzeć jak piekarze formują chleby ręcznie.
A obok ławeczki, na której można przysiąść i zjeść kanapkę, znajduje się pomieszczenie w którym na płachtach płótna rosną chleby. Dla mnie raj!








Bierzemy kanapkę w bagietce, z szynką serrano i warzywami, do tego bagietkę na wynos oraz cannoli (dla niego)  i jabłkową różę na cieście francuskim (dla mnie).
Bagietka jest przepyszna (bardziej smakowała mi klasyczna, niż ta z ziarnami), a róża jabłkowa będzie mi się śnić po nocach. Płatki miękko - chrupiących, słodko-winnych jabłek, na idealnie maślanym, listkującym cieście, doskonałość!



Wróciliśmy tam przed wyjazdem raz jeszcze, nie mogłam zapomnieć o jabłkowej róży, musiałam skosztować jej ten ostatni raz.
Gorąco polecam!

Piekarnia Baluard
Carrer del Baluart, 38
Barcelona
(metro: stacja Barceloneta)




W następnym barcelońskim odcinku zabiorę Was do niezwykle oryginalnej, lokalnej knajpki, jakiej próżno szukać w folderach oraz na spacer po Barcelonecie.

2015/03/09

Sałatka jarzynowa.



Zawsze wydawało mi się, że podawanie przepisu na sałatkę jarzynową nie jest najlepszym pomysłem.
To tradycyjne danie, znane w każdym polskim domu, ponadto w każdym domu króluje jedynie słuszny i poprawny przepis na nią: jedni dodają ziemniaki inni absolutnie nie, jedni tylko z cebulą i jabłkiem, inni przenigdy cebuli nie dodadzą, grzybek marynowany tak lub nie itd., itd.
I bardzo dobrze! Co dom, to tradycja i niech tak zostanie.

Ostatnio jednak zostałam poproszona o przepis na moją sałatkę, co dodaję, jak kroję... i pomyślałam, że warto podzielić się moją wersją tego ulubionego przysmaku, który jedni jedzą tylko raz-dwa do roku, na święta, inni wtedy kiedy tylko mają na nią ochotę.

Z sałatką jarzynową to jest tak, że nie działają tu aptekarskie miary, wszystko zależy od tego ile akurat mamy pietruszek i marchewek, małe czy może dorodne (to samo tyczy się jajek, czasem mamy malutkie, czasem wielkie, że zastanawiamy się jak ta dzielna kura dała im radę), do tego dopasowujemy pozostałe ingrediencje, do smaku.
Zamiast marchewki od dawna dodaję do sałatki ugotowane bataty, mają niski indeks glikemiczny, dużo wit. A i karotenoidów, same korzyści, jeszcze nikt się nie poznał i nikt się na smak nie skarżył. Najważniejsze w gotowaniu jarzyn, to uważać by się nie przegotowały, muszą pozostać jędrne. Nie ma nic gorszego niż sałatka z przegotowanych, rozpływających się jarzyn, trzeba mieć więc na nie oko i sprawdzać co jakiś czas, jedne ugotują się szybciej, trzeba je od razu wyjąć, podczas gdy reszta będzie dogotowywać się dłużej.
Jedni gotują warzywa nieobrane i ja tak zostałam nauczona w domu. Jeśli jednak macie obrane, ugotowane jarzyny z wywaru na zupę czy z rosołu, możecie tak jak moja Babcia raz, dwa dogotować jajko, obrać ogórka i kawałek jabłka i szybko zrobić małą miseczkę sałatki.
Nic się nie zmarnuje, a na sałatkę zawsze znajdą się w domu chętni...





Sałatka jarzynowa

4-5 średnich pietruszek
2-3 średnie marchewki lub 1-2 małe bataty
pół plasterka selera o grubości ok.1 cm (opcjonalnie, ja lubię)
2-3 jajka ugotowane na twardo
ok. 1/3-1/2 szkl. mrożonego groszku (lub mała puszeczka groszku konserwowego)
kawałek średniej cebuli (ok. 1/3, próbować, może trzeba będzie dodać jeszcze plasterek, do smaku)
1/2 małego/ średniego, kwaskowego jabłka (w Polsce używam szarej renety, jeśli mam mniej kwaskowe jabłko, może będzie potrzeba dodać go nieco więcej)
2 nieduże kiszone ogórki
ostra musztarda (lubię Dijon lub Sarepską)
majonez
sól morska
świeżo mielony czarny pieprz

Nieobrane warzywa ugotować do miękkości, mają być jędrne, nie przegotowane.
Jajka ugotować na twardo, pokroić w średnią kostkę (nie siekać drobno!)
Ogórki, jabłko, obrać ze skórki. Pokroić w drobną kostkę.
Cebulę pokroić w jak najdrobniejszą, malutką kosteczkę.
Groszek zblanszować we wrzątku przez 2-3min., odcedzić na sitku, przelać zimną wodą.

Ugotowane warzywa obrać ze skórki, pokroić w kostkę mniej-więcej wielkości groszku (nieco ponad 1/2 cm).
Dodać groszek, pokrojone jajka, majonez (ilość wg uznania), ok 1/2 łyżeczki musztardy (próbować, do smaku, ale nie przesadzać z ilością, odrobina musztardy ma zaostrzyć i zrównoważyć smak), pieprz, cebulę, sól, ogórek (do smaku, może będzie potrzeba nieco mniej np. 1,5), jabłko (jw, próbować, do smaku, może będzie potrzeba kawałeczek więcej lub gdy jabłko bardzo kwaśne, odrobinę mniej).
Wymieszać, spróbować czy nie trzeba jeszcze troszkę soli, pieprzu.
Sałatka smakuje najlepiej po kilku godzinach, kiedy smaki się "przegryzą".
Najlepiej smakuje w temp. pokojowej (przed podaniem należy ją wyjąć z lodówki co najmniej 30 min. wcześniej)


Smacznego!




2015/02/21

Proste życie. Naturalny, domowy peeling do ciała.




Wszystko zaczęło się kilka lat temu, od książki "Sztuka prostoty".
Uświadomiła mi ona, że to co intuicyjnie staram się robić, z czym mi dobrze, to w jaki sposób organizuję swoją przestrzeń (nie mam bibelotów, ciężkich firan, nie lubię nadmiaru, lubię światło, przestrzeń, w której można oddychać, w której jest miejsce dla człowieka, moje "bibeloty" to książki, filmy, kwiaty, rośliny, płyty z muzyką, kilka starych aparatów i trochę zdjęć w ascetycznej oprawie) ma jakąś konkretną nazwę i ideę.
Może to budzić różne reakcje, jedni oglądając mój dom mówią "ależ u Ciebie jest pięknie ascetycznie", inni widząc brak bibelotów, gadżetów "ależ u Ciebie jest pusto". Wyznaję zasadę, w czym komu żyje się lepiej i oddycha pełną piersią, niech tak żyje!

Minimalizm to jednak coś więcej niż tylko nie zagracanie domu.  To nie tylko jak żyć piękniej potrzebując niewielu rzeczy.


Proste życie, to według mnie również dbanie o to co jemy, jak jemy i jak robimy zakupy. Jak dbamy o relacje międzyludzkie, więzi z bliskimi. 
To nie bezmyślne napychanie koszyka, z myślą, "coś się z tym zrobi", to nie wyrzucanie tego czego się nie wykorzystało, ale świadome wybieranie tego, co zużyjemy i zjemy ze smakiem. 
To upieczenie chleba, i zjedzenie ciepłej, chrupiącej pajdy z masłem. 
To wspólne gotowanie, bez pośpiechu, z rozmową przy obieraniu warzyw i śmiechem przy gotowaniu makaronu. To w końcu te kilkanaście minut, podczas których jemy ze smakiem, bez brzęczenia telewizora, delektując się posiłkiem, chwilą czy współtowarzyszem. Spokojna chwila tylko dla nas. Nie zabierajmy jej sobie, na rzecz gotowego jedzenia z torebki, zróbmy coś razem lub tylko dla siebie. 
Cokolwiek. Idźmy na spacer, zagrabmy liście, ugotujmy coś dobrego.
Choćby makaron lub kaszę gryczaną z pieczarkowym sosem, czy prostą zupę
Zjedzmy na pięknym talerzu. Mała rzecz, a wiele zmienia.
Po przeczytaniu tej książki, pierwsze co zrobiłam, wzięłamplastikowy worek, otworzyłam szafki, szafy, szuflady i zaczęłam segregować, patrząc na to wszystko świeżym okiem. Powiem tak: mimo, że staram się nie gromadzić, jednak tu i tam zebrało się 3/4 worka niepotrzebnych rzeczy.
Takie porządkowanie domu, robię co rok. Jakbyśmy się nie starali, okaże się, że zawsze coś niepotrzebnego się jednak zawieruszy. Taki coroczny rytuał oczyszczania przestrzeni, wprowadza nową jakość, lekkość. Daje również powiew świeżości i uczucie zrzucenia z pleców balastu i większej, piękniejszej przestrzeni do życia.
Jeśli chcesz spróbować, oto wskazówki, jak zacząć, Spróbuj, może już dziś?

*Znajdź wolną, spokojną chwilę, może to być nawet 30 minut.
* Wybierz jedno pomieszczenie czy miejsce w swoim domu, może to być kuchnia (czy jakaś wybrana szafka w kuchni), szafa czy komoda z ubraniami, szuflady z magazynami, rachunkami, wycinkami z gazet, półki z książkami, miejsce w którym jest wszystko to czego nie potrafisz sklasyfikować, taki domowy misz-masz lub nawet szuflada, w której nie możesz nic znaleźć.
*Przygotuj plastikowy worek lub/i papierowy karton.
* Wyjmuj po kolei wszystkie rzeczy, zastanów się co naprawdę jest w użyciu, co lubisz, co jest ci bliskie, a co nie zostało tknięte od lat. Potrzeba tu szczerości i odważnego działania. Nieużywany kubek czy książka do której na pewno nie wrócisz, sweter czy kolczyki, które były nietrafionym zakupem, nieoglądane magazyny, stare rachunki, popsute długopisy. Przesegreguj wszystko spokojnie, zachowaj to co niezbędne, wartościowe, do czego wracasz, czy to co bliskie twemu sercu.
*Rozgość się w tej nowej, większej, lżejszej przestrzeni. I jak?



DOMOWY PEELING DO CIAŁA
Na przestrzeni lat używałam różnych peelingów do ciała, lepszych i gorszych tańszych i tych bardziej wykwintnych i po latach doszłam do wniosku, że najlepszy to ten, który zrobię w domu sama. Po żadnym innym skóra nie jest tak aksamitna, a co najważniejsze, dokładnie wiem z czego się on składa.
Peeling z soli morskiej jest korzystny z wielu powodów, poprawia krążenie krwi i ukrwienie skóry, skład soli i solanki morskiej jest bardzo zbliżony do osocza ludzkiej krwi. Same korzyści.

Ważne by użyć dobrego, wartościowego oleju, bez przemysłowych dodatków. Olej migdałowy (kosmetyczny)będzie idealny, jest również bardzo wydajny i starczy na długo. Można używać go jako balsamu do ciała, natłuszczać nim dłonie i stopy, wmasowywać w paznokcie i skórki. Można zastąpić go np. olejem kokosowym, który ma również te same zastosowania kosmetyczne.
Sól powinna być jak najbardziej naturalna, nieoczyszczona,lekko szara, koniecznie morska. Można taką znaleźć w sklepie ze zdrową żywnością czy hurtowni wegetariańskiej.

*olej ze słodkich migdałów, kosmetyczny 
*sól morska, szara, nieoczyszczona, drobno mielona (grubszą sól można zmielić w młynku do kawy na proszek)
Kilka łyżek soli wymieszać z taką ilością oleju migdałowego by powstała emulsja o łatwo rozprowadzającej się konsystencji. Zmoczyć całe ciało ciepłą wodą, peeling nakładać zaczynając od lewej stopy, masując okrężnymi ruchami w kierunku serca. Spłukać ciało ciepłą wodą, osuszyć ręcznikiem, nie trzeć. Skóra będzie aksamitna, gładka, wypolerowana wręcz i natłuszczona. Nie ma potrzeby używać balsamu do ciała.

2015/02/19

75% whole wheat levain. "Mąka, woda, drożdże sól" Kena Forkish'a.




Ken Forkish zrezygnował z korporacyjnej kariery w Dolinie Krzemowej na rzecz swojej pasji... został piekarzem.
Wszystko zaczęło się w latach 90-tych, kiedy znajomy Kena podarował mu francuski magazyn przedstawiający sylwetkę słynnego, francuskiego piekarza, Lionel'a Poliane. Artykuł dał mu inspirację, jakiej poszukiwał do dokonania zmian w swoim życiu.
Zaczął podróżować do Paryża, gdzie jak mówi, ogromnie zainspirowały go francuskie boulangeries i, jak sam mówi, naiwnie marzył o otworzeniu podobnego miejsca w Stanach. Chciał odtworzyć styl i jakość najlepszych chlebów, brioche, croissantów i innych smakołyków, które można znaleźć we francuskich pattiseries.
Praktykował pod okiem wielu chlebowych mistrzów w Stanach i dwóch we Francji, by w końcu w 2001 r otworzyć swoją piekarnię w Portland, w stanie Oregon.

Podczas praktyki piekarskiej uczył się skomplikowanych technik profesjonalnych, które jednak, jak był przekonany, da się przełożyć na domowe piekarnicwo. 
Jego książka "Mąka, woda, drożdże, sól", napisana jest przystępnym językiem, przepisy nie są skomplikowane (nie trzeba nawet posiadać miksera), nastawione na domowego piekarza, wyłożone klarownie, krok po kroku.
W książce każdy znajdzie coś dla siebie: od chlebów na drożdżach (dla zupełnie początkujących, chcących zacząć piec z marszu), chleby na zakwasie (z instrukcją jego przygotowania) oraz przeróżne pizze i focaccie. 
Dziś podaję przepis na chleb pszenny 75%, z przewagą mąki pszennej razowej. 

Polecam!




Chleb pszenny 75% whole wheat levain

Zaczyn:
100 g aktywnego, żytniego zakwasu
400 g mąki pszennej chlebowej
100 g mąki pszennej pełnoziarnistej
400 g letniej wody

Wszystkie składniki wymieszać i zostawić w temp. pokojowej na 6-8godz.

Ciasto właściwe:
360 g zaczynu
710 g  mąki pszennej pełnoziarnistej
90 g mąki pszennej chlebowej
1/2 łyżeczki drożdży instant
21 g soli
660 g letniej wody

Obie mąki i wodę wymieszać, miskę przykryć i zostawić z temp. pokojowej na 20-30min.
Po tym czasie, dodać sól, drożdże i zaczyn, wyrabiać mokrymi dłońmi (miksowałam na średnim biegu 2-3 min.)
Ciasto należy złożyć dwa lub trzy razy, najlepiej podczas pierwszych 1 1/2 - 2 godz. Składać mokrym scraperem, zakładając na siebie boki ciasta (można również klasycznie, składając ciasto na lekko omączonym blacie). Ciasto będzie gotowe jeśli powiększy swoją objętość ok. 2 1/2 raza, potrwa to ok 5 godz.
Wyrośnięte ciasto wyłożyć na omączony blat, podzielić na dwie części, złożyć w okrągłe bochenki, ułożyć je w koszykach, wyłożonych omączonymi ściereczkami. Każdy koszyk włożyć do foliowej torebki, szczelnie zamknąć i włożyć do lodówki, na zimne wyrastanie, na 12-13 godz.

Pieczenie
Garnek żeliwny włożyć do zimnego piekarnika, temp. nastawić na 240 st. C, nagrzewać przez 1 godz.
Do gorącego garnka włożyć wyrośnięty bochenek, prosto z lodówki, naciąć go, przykryć garnek pokrywką, piec 30 min., zdjąć pokrywkę i dopiekać 20 min. Studzić na kratce.

Smacznego!